Wsiorbiło mnie

Wciągnął mnie wir rzeczywistości, codziennych wymagających niezwłocznego załatwienia spraw oraz podniosłych wydarzeń, które niepodobna ominąć. Uprzedzam, że trochę polamentuję, więc osoby uczulone  na lament proszę o natychmiastowe zaprzestanie przyjmowania tego posta, nawet bez konsultacji z lekarzem lub farmaceutą. A może nie będzie tak źle? Ale do rzeczy. Długo mnie nie było ponieważ tuż po powrocie z wakacji, jak z rogu obfitości, posypały się ważne uroczystości rodzinne, toteż zwiedzaliśmy kraj, raz jadąc tuż pod granicę, a innym razem na stolicę. Los ze zdwojoną siłą „pobłogosławił” różnymi okolicznościami fiskusowo-motoryzacyjnymi oraz wyjątkowo nieogórkowym sezonem w pracy, a ostatnio kiedy pełna zapału i silnie zainspirowana chciałam raźno zasiąść do pracy, nóż podstępnie zsuną się z pora i zatrzymał na moim kciuku, czyniąc mu pewien uszczerbek. Przyznam, że wtedy to właśnie zrozumiałam, jak ogromnym skokiem ewolucyjnym było wyposażenie w przeciwstawny palec. Genialne w swej prostocie!  Niewielką ulgę w gojeniu rany przynosi, o ironio, fakt, że wysiadła mi moja cudowna lampa do szycia, która służyła również za fotograficzną. Naprawić się jej raczej nie da (głęboko przemyślana strategia producenta), a zakup nowej rozbija się o logistykę…ach… Teraz czytelników o szczególnie wrażliwych nerwach proszę o pominięcie tego wyjątkowo malkontenckiego fragmentu moich utyskiwań – o pogodzie będzie. Kiedy panowały upały od szycia odciągało mnie zachłystywanie się latem, uprawa roślin, kajak, spacer po lesie, natomiast obecna „mordorowatość” zachęca raczej do lektury pod kocem (na moje uzależnienie czytelnicze ponarzekam innym razem). Podsumowując: sporo projektów czeka na wykończenie, jest wiele pomysłów na nowe,dlatego wystarczy poczekać, aż chromość i ślepota ustąpią, a rzeczywistość straci na intensywności, a będzie lepiej. No, powiało optymizmem!

Bardzo Wam wszystkim jestem wdzięczna, że do mnie zaglądacie, mimo jałowości ostatniego miesiąca. Jesteście kochani, DZIĘKUJĘ.

A w nagrodę coś z archiwum:

Brocha z wczesnego okresu przygód z sutaszem – pomysł dość śmiały, a technika… jak widać

SONY DSC

Wisior z lawą przywiezioną z Teneryfy i bardzo dużą podkładka pod bardzo dużą śrubę – niestety okazał się zbyt ciążki by go nosić. Też z początków szycia co widać po zwykłej białej nitce.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

 

No i coś różowego, bo bardzo pozazdrościłam koleżankom z blogosfery ; )

SONY DSC

 

 

SONY DSC SONY DSC

Reklamy